poniedziałek, 29 czerwca 2015

Aktualizacja włosów - czerwiec

 W tym miesiącu moja pielęgnacja była właściwie bardzo ograniczona, tylko kilka razy tuningowałam maski. Jakoś po przeprowadzce nie miałam do tego wszystkiego głowy =/ Nie zaniedbałam za to wcierek (systematycznie, codziennie wmasowywałam w skalp Seboradin), ale jakichś spektakularnych efektów nie zauważyłam, może tylko zmniejszyło się wypadanie włosów (ale to zawsze coś).
Udało mi się wykończyć wszystkie maski/odżywki i zostały mi już tylko 2 opakowania litrowych Kallosów - mam zamiar je zużyć i dopiero wtedy kupić coś nowego (na swoim trzeba oszczędzać =) 

W tym miesiącu zakończyła się też akcja nakręcania, której podsumowanie możecie zobaczyć tutaj.

Moje włosy mają teraz 66cm długości, więc przyrost za czerwiec znowu tylko +1cm.

Moja pielęgnacja w tym miesiącu:


Olejowanie: 
Olej kokosowy (na sucho, na mgiełkę z gliceryną i miodem - raz).

Mycie:
Szampon Alterra, Papaja&Bambus (co 2 dni)
Barwa Ziołowa, Szampon Brzozowy (do oczyszczania mniej więcej co czwarte mycie). 
Isana, Odżywka intensywnie pielęgnująca (na szczęście wykończona).
Kallos Color.

Odżywki/maski:
Kallos Silk.
Kallos Color.
Na końcówki:
Cece of sweden, Serum z olejkiem arganowym.
Olej kokosowy. 


Wcierki:
Seboradin.

Inne:
Gliceryna, miód, kakao (kilka razy).
Olej lniany.

Plany na lipiec:
- wcierka Seboradin codziennie.
- picie oleju lnianego (1 łyżka dziennie).
- kolejne farbowanie Henną Khadi. 

A tak prezentują się moje włosy po umyciu, rozczesaniu palcami i pozostawieniu do wyschnięcia (pierwsze zdjęcie w pomieszczeniu, drugie na balkonie):


czwartek, 25 czerwca 2015

Farbowanie - henna Khadi Jasny Brąz.


 Ostatni raz farbowałam włosy na początku sierpnia 2014 - u fryzjera, delikatną farbą bez amoniaku. Wtedy też postanowiłam wrócić do mojego naturalnego koloru i nałożona farba na początku ładnie z nim współgrała, ale niestety dość szybko się wypłukała i odsłoniła wcześniejsze rudości. Mimo to, za bardzo mi to do tej pory nie przeszkadzało.
Niestety wraz z "naturalkami" wyszły na wierzch też moje siwe włosy, których jest dość dużo szczególnie nad czołem i na skroniach (takie geny mi mamunia sprzedała), ale nie mam na tym punkcie kompleksów.

Podsumowując, w tym momencie mam na głowie 4 kolory:
- naturalny średni brąz z rudawymi refleksami
- farbowany wypłowiały zrudziały brąz
- kilka rozjaśnionych końcówek
- i oczywiście siwe :)

Moje "naturalki" sięgają już mniej więcej za ucho i granica między nimi a farbowanymi robi się coraz bardziej widoczna. 

Mimo, że te moje wielokolorowe włosy bardzo mi nie przeszkadzały, to już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad wyrównaniem koloru.
Ostateczny impuls dostałam od mojego starszego brata na urodziny - nie widział mnie od kilku miesięcy i na " dzień dobry" zawołał zaskoczony: " Anka, ale ty masz tych siwych włosów!" :)

Dlaczego wybrałam hennę?

Moje włosy rosną dość szybko (ok. 2 cm na miesiąc), dlatego odrosty pojawiają się błyskawicznie. Żeby utrzymać ładny i estetyczny wygląd czupryny musiałabym farbować włosy co 4-6 tygodni (nigdy tak nie robiłam, zawsze starałam się przetrzymać je chociaż te 2 miesiące). Na chodzenie do fryzjera co miesiąc nie mam czasu/pieniędzy (a w Krakowie to już w ogóle ceny są kosmiczne), więc musiałabym farbować włosy w domu. Nie jest to może takie złe wyjście, ale ma jeden zasadniczy minus - nie umiem pofarbować samych odrostów. Po prostu nie i już. Jestem manualnie upośledzona w tej kwestji i gdybym miała farbować całe włosy co 6 tygodni, to skończyłoby się to dla nich fatalnie. 
Dlatego właśnie postawiłam na hennę: jest naturalna, więc nie zniszczy mi włosów nawet jeśli będę jej często używać. Poza tym ma dużo dodatkowych korzystnych działań. Ponad to mój naturalny kolor jest raczej ciepły i nie będzie mi przeszkadzało, jeśli henna będzie się wypłukiwać w kierunku rudości.

Dlaczego jasny brąz?

Moje naturalne włosy są w kolorze średniego brązu (coś pomiędzy jasnym, a ciemnym, bardziej w kierunku ciemnego) z rudymi refleksami (+ siwe oczywiście).
Z racji tego, że barwnik z henny wnika wgłąb włosa i wiąże się z nim bardzo trwale, nie chciałam na początku mojej przygody z hennowaniem używać ciemniejszych kolorów, których później nie mogłabym się pozbyć ( wiele blogerek opisuje swoje problemy z zejściem z ciemnych kolorów do jaśniejszych). Poza tym, przy hennie nigdy nie można być do końca pewnym ostatecznego koloru.

Po tym przydługim wstępie czas na relację z samego hennowania :)

Wymieszałam cały woreczek henny z ciepłą wodą (w instrukcji zalecano 50st.C, ale nie miałam jak tego sprawdzić ;) - powstała micha zielonej mazi, którą potem nałożyłam na włosy.

Oczywiście dodałam trochę za mało wody i mieszanka była za gęsta, ale jakoś udało mi się ją rozprowadzić na całej głowie. 

Nałożyłam dołączony do henny czepek i na to jeszcze czapkę. Po około 1,5 godziny spłukałam wszystko letnią wodą i zostawiłam włosy do wyschnięcia.

Efekt?
Przez pierwsze dwa dni suchość i siano niesamowite (ale nie aż takie jak po nieudanym laminowaniu żelatyną) oraz niezbyt przyjemny zapach (jak stara popielniczka) od którego nie mogłam spać. Po 48 godzinach i umyciu włosów porządnie, byłam zachwycona. Włosy gładkie, błyszczące, miękkie i do tego wydawały się trochę mocniejsze. Jeśli chodzi o kolor, to jestem zadowolona. Wyszedł dokładnie tak, jak chciałam i przede wszystkim wyrównały się trochę te kolory na mojej łepetynie - nie jest jeszcze idealnie i na pewno muszę jeszcze kilka razy zafarbować całe włosy, ale jak na pierwszy raz jest dobrze. Siwe też ładnie pokryte.

Czy wrócę do farbowania farbami chemicznymi? 
Na pewno nie. Pomimo kilku minusów henny, to jednak efekt końcowy przebija wszystkie chemiczne farby. Już kupiłam kolejne dwa opakowania :)

A tutaj parę zdjęć (już były zamieszczone na blogu, ale dodałam je jeszcze tutaj, żeby było do porównania).
Pierwsze zdjęcie z końca kwietnia, drugie z maja.

Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Nakręćmy się na wiosnę #8

Tym razem zamiast nakręcać włosy, postanowiłam spróbować wydobyć ich naturalny skręt.

Na początek postawiłam na nawilżenie. Umyłam włosy szamponem Alterra z papają i bambusem, długość Balsamem Mrs.Potter's z melisą (w końcu go wykończyłam). Po spłukaniu nałożyłam na ok 10 min mieszankę ( 2 łyżeczki Kallos Silk, 10 kropli gliceryny, po 1 łyżeczce mąki ziemniaczanej, miodu, oleju lnianego). Na koniec spłukałam wszystko z włosów najpierw letnią, a na koniec zimną wodą.

Po odsączeniu mokrych włosów ręcznikiem, delikatnie rozczesałam poszczególne pasma grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, podzieliłam włosy na cztery strefy, nałożyłam trochę pianki (Taft) i wzięłam się za ugniatanie.

Po wyschnięciu włosy pozostały miękkie (starałam się nie przesadzić z ilością pianki) i wyglądały tak:


Całkiem nieźle się pofalowały, a gdzieniegdzie porobiły się fajne loczki. 

Chyba powinnam to robić częściej :)