wtorek, 21 lipca 2015

Epilette - recenzja.


 Długo poszukiwałam metody depilacji, która by mi całkowicie odpowiadała. Próbowałam już chyba wszystkiego - zwykłej maszynki, elektrycznego depilatora, kremu, wosku, pasty cukrowej itd, ale żadna z tych metod mnie całkowicie nie zadowala.

Czy Epilette się udało? Czytajcie dalej =)

Czego oczekuję od wymarzonego sposobu depilacji:

- bezbolesności (no bo bez jaj, po co się katować)
- uniwersalności
- szybkości
- łatwości wykonania samemu
- czystości
- braku podrażnień
- długotrwałego efektu
- odpowiedniej ceny (nie musi być niska, ale odpowiednia do jakości i efektu)
- dostępności 

Dużo tych warunków, ale co tam =)

Kilka słów o Epilette.

Nie jest to metoda depilacji, na którą trafia się na każdym kroku w internecie. Ja się o niej dowiedziałam, ponieważ jakiś czas temu była dostępna w promocji w Hebe i zobaczyłam ją/to w katalogu. No nie mogłam się nie skusić =)

Kilka słów od producenta:

Oto zdjęcie opisu na opakowaniu:

Co mnie zaskoczyło to to, że na stronie internetowej producenta tutaj znajdują się trochę inne informacje.
Komu wierzyć? Nie wiem, ale chyba lepiej kierować się tym, co jest napisane na opakowaniu produktu (bo musi być napisany np.skład - producent na stronie informuje o nasączeniu powłoki substancjami antybakteryjnymi, o czym nie ma słowa na opakowaniu - trochę to dziwne).

Jak to w ogóle działa?



Epilette działa trochę na zasadzie papieru ściernego, ucierając włoski tuz przy skórze oraz jednocześnie złuszczając wierzchnią warstwę naskórka. W opakowaniu znajdziemy różowy dysk z miękkiego plastiku z uchwytem oraz naklejoną już dyskietką ścierającą, poza tym jeszcze 5 dyskietek do wymiany (czyli w sumie 6).

Moje wrażenia:

1. Działanie:
No muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do tego produktu, ale okazało się , że rzeczywiście DZIAŁA! Skóra jest gładka, ale jednak nie "idealnie gładka" - pod włos czuć jednak minimalnie końcówki włosków. Przy odrastaniu nie ma tez mowy o jakichkolwiek wrastających włoskach.

1/2 pkt.

2. Sposób użycia:
Z tym już jest trochę gorzej. O ile opis na opakowaniu wydaje się banalnie prosty, to w rzeczywistości tak nie jest. Bo co właściwie oznacza "tak jakbyśmy rozcierali ból po uderzeniu"???
Otóż oznacza to tyle, że powinno się to wykonywać POWOLI!!! i broń Boże NIE PRZYCISKAĆ do skóry!!! W innym wypadku grozi to bardzo nieprzyjemnymi podrażnieniami (o czym napisze niżej).
Mi dojście do tego zajęło kilka "użyć" i kosztowało troszkę cierpienia, ale jak już się nauczyłam, to jest dobrze =)

1/2 pkt.

3. Szybkość:
Z uwagi na punkt 2. nie jest to super szybka metoda =( Usunięcie włosków z jednej łydki zajmuje mi ok 20min (a nie mam jakiegoś strasznie bujnego owłosienia). Chociaż i tak jest szybciej niż woskiem lub pastą cukrową.

1/2 pkt.

4. Czystość:
Jest to metoda dosyć czysta, w trakcie depilacji pojawia się tylko troszkę pyłku ze startego naskórka i włoski. Na pewno nie zapaćka się całej łazienki =)

1 pkt.

5. Bezbolesność:
 Jak najbardziej przy PRAWIDŁOWYM wykonaniu nie ma szans na jakikolwiek ból.

1 pkt.

6. Podrażnienia:
Tak jak wspomniałam już wyżej przy zbyt szybkim "masażu" lub zbyt mocnym nacisku mogą pojawić się podrażnienia. Oczywiście są podstępne i nie pojawiają się od razu, tylko po kilku godzinach. Jest to połączenie zdarcia naskórka z lekkim poparzeniem (przy pracy pojawia się tarcie, a gdzie tarcie, tam ciepło) i może utrzymywać się nawet kilka dni.

1/2 pkt.

7. Uniwersalność:
Na opakowaniu znajduje się informacja, że produkt przeznaczony jest do depilacji nóg. Natomiast na stronie producenta jest informacja, że można stosować na wszystkie partie ciała.
Ja przy pierwszym użyciu postanowiłam spróbować wydepilować też pachy i skończyło to się ogromnym podrażnieniem (ale trzeba wziąć poprawkę na to, że nie umiałam tego jeszcze poprawnie wykonać) - nie próbowałam kolejny raz.

0 pkt.

8. Długotrwałość efektu:
Producent obiecuje utrzymanie się efektu depilacji nawet do 4 tygodni. Niestety nie mogę tego potwierdzić. U mnie włoski odrastają już na następny dzień. 1 mm, ale jednak nogi nie są już gładkie =( Na plus trzeba przyznać, że odrastają jakby wolniej i nawet do tygodnia mogę chodzić bez powtarzania depilacji (ale jak już wspomniałam moje owłosienie nie jest super bujne i ciemne).

0 pkt.

9. Cena i 10. Dostępność:
Swój egzemplarz kupiłam w promocji w Hebe za 20zł. Nigdzie indziej stacjonarnie nie widziałam. Można natomiast kupić całość na stronie producenta, ale tam cena to 29 zł (+ wysyłka oczywiście). Jak dla mnie cena za wysoka w stosunku do jakości i efektu, nawet ta promocyjna.

0 i 0 pkt.

Ogólna ocena: 4/10 pkt.

Czy polecam? Sama nie wiem. Warto chyba spróbować, może komuś ta metoda bardziej przypadnie do gustu, ale raczej jeśli będzie gdzieś w promocyjnej cenie.

Czy kupie ponownie? Raczej nie.






poniedziałek, 13 lipca 2015

Good hair day

Rzadko się zdarza, żeby moje włosy były takie fajne, żebym chciała się nimi pochwalić, ale tym razem to zrobię :) Bo jestem z nich naprawdę dumna ;)

Co zrobiłam?
W ramach eksperymentu naolejowałam włosy olejem ryżowym (akurat używam go w kuchni) na ok 5 godzin (tak wyszło). Po tym czasie zmoczyłam włosy, zemulgowałam olej Kallosem Color a skalp umyłam szamponem Alterra Papaja&Bambus. Odsączyłam włosy z wody i wmasowałam w nie mieszankę złożoną z małej łyżeczki miodu, 10 kropli gliceryny, odżywki Joanna z miodem i cytryną i małej łyżeczki Kallosa Silk. Po spłukaniu nałożyłam jeszcze silikonowe serum na końcówki, wysuszyłam włosy suszarką, związałam włosy w kucyk i poszłam spać.

Rano moje włosiska prezentowały się tak:

W słońcu
 

i w mieszkaniu


Włosy były bardzo miękkie, śliskie, sypkie, dociążone, ale nie obciążone, bez śladu puchu - po prostu idealne :)

Chciałabym, żeby były takie zawsze ;) Szkoda, że na razie muszę je ciągle związywać...

czwartek, 9 lipca 2015

Podkład matujący Annabelle Minerals - recenzja.


Wiem, wiem... miałam oszczędzać, ale kupno podkładu mineralnego chodziło za mną już od jakiegoś czasu.

Ogólnie na co dzień nie używam żadnego podkładu, najwyżej trochę korektora w newralgicznych punktach i ew puder na to. Nie lubię podkładów w płynie, ponieważ zawsze po kilku godzinach chodzenia w tym czymś na twarzy zatykają mi się pory i robią pryszcze. Poczytałam trochę w internetach i zachęcona pozytywnymi opiniami o kosmetykach mineralnych, postanowiłam wypróbować podkład mineralny na własnej skórze.

Wybrałam markę Annabelle Minerals ponieważ czytałam dużo pozytywnych opinii na jej temat, oferuje duży wybór odcieni i rodzajów podkładów i jest to firma polska.

Swoje zakupy zrobiłam na stronie producenta tutaj, ponieważ można było zapłacić kartą, ale produkty tej firmy można znaleźć również na przykład w http://mintishop.pl/ w tej samej cenie.



Zdecydowałam się na 4g podkładu matującego w kolorze Golden Fairest (34,90 zł), próbkę takiego samego podkładu w odcieniu Golden Medium (8,90 zł) oraz pędzel Flat Top (32,90 zł).

Jestem bardzo zadowolona z zakupów w tym sklepie. Zamówienie złożyłam w piątek rano, a w poniedziałek po południu już przesyłeczka dotarła (i to za pośrednictwem Poczty Polskiej =), także bardzo szybko i sprawnie. Poza tym do moich zakupów dołączony został gratis w postaci próbki podkładu rozświetlającego również kolorze Golden Fairest, co było dla mnie dużym pozytywnym zaskoczeniem.

A teraz do rzeczy.

Najpierw o pędzelku - bardzo wygodnie się go trzyma, ma gęste i miękkie włosie, nie drażni skóry (przy najmniej mojej =).

A teraz o podkładzie - bardzo się bałam, ponieważ nigdy wcześniej nie używałam sypkiego podkładu, ale po obejrzeniu kilku tutoriali na youtubie okazało się to całkiem proste.
Opakowanie genialne - nic nie ma prawa się potłuc ani wysypać.
Podkład jest baaaardzo wydajny, do pokrycia całej mojej twarzy zużyłam minimalną ilość.
Nie zatyka porów, jest lekki i  praktycznie niewidoczny (nie tworzy maski), w ogóle nie czuć go na twarzy.
Kryje średnio mocno, ale w stopniu zauważalnym i całkowicie mi odpowiadającym (można stopniować krycie dodając więcej podkładu).
Dobrze matuje, nie wygląda sztucznie, nie wysusza skóry, nie trzeba go dokładać w ciągu dnia.

A teraz fotorelacja - w końcu możecie zobaczyć moje ryłko - dobrze, że nie mam kompleksów ;). Zdjęcia robiłam przy oknie, bo chciałam żeby wszystko było dobrze widać, ale przez to są chyba trochę prześwietlone

Przed - na twarz nałożyłam tylko krem nawilżający Eveline Argan&Olive, włosy specjalnie związane, żeby odsłonić całą twarz..


Po nałożeniu jednej warstwy podkładu w kolorze Golden Fairest.


Odcień idealny dla mnie, możecie zauważyć, że w ogóle nie odcina się od skóry na szyi, która akurat jest nieopalona i specjalnie nie przeciągnęłam po niej pędzlem).

Po nałożeniu drugiej warstwy podkładu wymieszanego z dwóch kolorów - Golden Fairest i Golden Medium.
 

Z racji tego, że dosyć się już opaliłam chodząc na spacerki z wózkiem, postanowiłam dodać trochę ciemniejszego odcienia. Tym razem nałożyłam trochę podkładu również na szyję.

A tu jeszcze zdjęcie z daleka od okna:


 Nic innego z twarzą nie robiłam - sam podkład.

I może jeszcze w pełnym makijażu i z rozpuszczonymi włosami :)


Nie wiem czy na zdjęciach dobrze wszystko widać, ale jestem bardzo zadowolona z efektu na żywo =)

A jak Wam się podoba?  Używacie kosmetyków mineralnych?